• zureckamalgorzata

VIII.POETYCKIE WIDZENIE RZECZYWISTOŚCI – PODSTAWOWE SYMBOLE POEZJI.MOSTY W POEZJI I MOSTY POEZJ

Aktualizacja: 3 gru 2018

CZĘŚĆ VIII. „WSZYSTKO BĘDZIE TAK, JAK BYĆ POWINNO...”


Na zakończenie przypomnijmy jeszcze jeden ‘omszały kamienny mostek’ literatury światowej – tym razem współczesnej literatury tragicznego XX stulecia.

Zajrzyjmy do finału powieści MISTRZ I MAŁGORZATA, tworzonego w pośpiechu przez pisarza, chorego już wtedy na śmiertelną bolesną chorobę (dopisat’ prieżdie czem umieriet’‒ dotarły do nas jego słowa). Wiele już napisano o autobiograficznym wątku w tym finale powieści, więc je tutaj pominę.

Powieść Bułhakowa należy klasyfikacyjnie do prozy, nie do poezji ‒ czyż jednak nie jawi się nam jako opowieść par excellence poetycka? Znawcy mogą tu dostrzec podobieństwa struktury i swoistej rytmiki ze starożytnymi epickimi poematami babilońskimi Mezopotamii, pełnych mitycznych opowieści i symboli ‒ nie bez kozery Michał Bułhakow miał za ojca wybitnego religioznawcę i historyka, eksperta od starożytnych mitologii. ‘

A więc zawierzmy naszym odczuciom i wbrew pozorom potraktujmy „Mistrza i Małgorzatę” jako dzieło poetyckie.


Oto MOSTEK, przez który przy końcu opowieści przeszły po śmierci dusze Mistrza i Małgorzaty, podążając do miejsca, które zostało im przeznaczone w Zaświatach – w myśl uzgodnień Jeszuy i Wolanda…czy też Pana Boga i diabła, jak kto woli.

Posłużę się tu przekładem pełnego tekstu powieści, dokonanym przez Andrzeja Drawicza (MISTRZ I MAŁGORZATA, Wydawnictwo Dolnośląskie Wrocław 1999). W tym przekładzie wyraźniej niż w innych widać nawiązania do dawnych mitów.


W blasku pierwszych, porannych promieni Mistrz przeszedł wraz ze swą przyjaciółką przez omszały kamienny mostek. Potem strumyk pozostał za plecami wiernych kochanków, którzy poszli piaszczystą drogą.

‒ Słuchaj, jak nic nie słychać ‒ mówiła do Mistrza Małgorzata i piasek szeleścił pod jej bosymi stopami. ‒ Słuchaj i nasyć się tym, czego ci tak nie dawano w życiu ‒ ciszą.

Popatrz, już widać twój wieczny dom, który otrzymałeś w nagrodę. Widać już weneckie okno i pędy dzikiego wina, pnące się po sam dach. Oto twój dom, twój dom na wieczne czasy.

Wiem, że wieczorem przyjdą do ciebie ci, których lubisz, których jesteś ciekaw i których się nie lękasz. Będą dla ciebie grać i śpiewać. Zobaczysz, jakie będzie światło, kiedy w pokoju zapłoną świece.

Będziesz zasypiać w swej odwiecznej, przybrudzonej szlafmycy, będziesz zasypiać z uśmiechem na ustach. Sen cię wzmocni i sprowadzi mądre myśli. A wypędzić mnie już nie zdołasz. Strzec twego snu będę ja.

Tak mówiła Małgorzata idąc z Mistrzem ku ich wieczystemu domowi. Mistrzowi zdawało się, że jej słowa płyną tak, jak płynął i szemrał pozostawiony z tyłu strumień. Jego trwożna, skłuta igłami pamięć zaczęła przygasać. Ktoś uwalniał Mistrza…


Gdy czytamy tutaj: Jego trwożna, skłuta igłami pamięć zaczęła przygasać … ‒ to oczywiście jest to nawiązanie do przeżytego przez pisarza nagonki, mobbingu, do ‘obróbki’ w katowniach NKWD, psychicznego spustoszenia i końcowego pobytu w psychuszce. Zaświat, w którym zamieszkają kochankowie, przypomina znane z Homera mityczne Pola Elizejskie, przeznaczone dla wybrańców o królewskiej duszy ‒ według Roberta Gravesa przepustkę do tej krainy otrzymywał bohater, po przebytych przed zgonem mękach, z rąk kobiety, bogini albo jej ziemskiej przedstawicielki.

Jak tu spostrzegamy ‒ niepozorny, idylliczny strumyk, który przekroczyli kochankowie, przypomina znaną z mitów greckich rzekę Lete, którą muszą przebyć dusze w drodze do miejsca wiecznego przeznaczenia. Jej woda miała magiczną moc wymazywania pamięci, w tym wszelkich bolesnych wspomnień. Jest to pogańska wizja pośmiertnej krainy ‒ albowiem jak się poprzednio dowiedzieliśmy z rozmowy wysłannika Światłości z Władcą Cieni ‒ Mistrz nie zasłużył na światłość, ale na pewno zasłużył na spokój.

Nie spotykamy tutaj ponurego Charona, przewoźnika dusz ‒ do pewnego stopnia jego funkcje można przypisać powieściowemu demonowi Azazello, o starohebrajskim rodowodzie, który związany jest z pustynią – kojarzy się z ‘kozłem ofiarnym’ wypędzanym niegdyś w Jerozolimie na pustynię podczas Jom Kipur. Rzuca się przy tym w oczy analogia z losem Mistrza ‒ swego rodzaju kozła ofiarnego, potępionego przez sowiecką rzeczywistość i pozbawionego w niej prawa do życia. To właśnie demon pustyni Azazello przejmuje tutaj duszę ‘wyklętego’ banity-pisarza i prowadzi go dalej.

Do tego powieściowego nie-rajskiego Elizjum prowadzi tutaj … mostek, który się najzwyczajniej w świecie przechodzi ‒ bosymi stopami, co sugeruje jego sakralność, ale i pośmiertne obnażenie duszy.

Zadajmy sobie pytanie: co z tej powieściowej, tak bogatej symboliki ‘Mistrza i Małgorzaty’ pozostało aktualne dla nas, ludzi XXI stulecia?

W powieści napotykamy dwie drogi, którymi podąża ludzka dusza, wyrywając się z więzów doczesności.

Jedna z nich to niebiańska ‘droga księżycowej pełni’, którą wędrują w chwili śmierci Mistrz z Małgorzatą, i były grafoman Iwan Bezdomny za życia, nawiedzany cyklicznie przez somnambuliczny czar księżycowy. To czasami rodzaj ‘drabiny’ (ruch ku górze), a czasami można go nazwać mostem… prowadzącym wzwyż, przez jakieś okolice pustynne, jałowe i bezludne, gdzie człowiek staje samotny przed swoimi czynami, ugina się pod nimi ‒ wyrywa się ku górze, a coś go wstrzymuje, coś co sam sobie zgotował. Pustynia wokół niego to spustoszenie, jakiego sam dokonał w swoim wnętrzu.

To ślad starożytnych zapomnianych już wierzeń manichejskich.

Bohaterowie napotykają tam pokutników, którzy doznają przebaczenia ‒ Piłata Poncjusza i Fridę-dzieciobójczynię. No i Piłat nadal podąża tą księżycową drogą, już bez gniotącego go ciężaru, wiodąc niekończące się dyskusje z towarzyszącym mu w tej drodze Jeszuą Ha-Nocri. Uwolnienie od ciężaru nie oznacza jednak dojścia do celu ‒ wędrówka pozostaje wędrówką, punkt dojścia niewiadomy. Dokąd doprowadzi ten most ‒ nie wiemy.

To dotyczy tych, którzy uginali się pod brzemieniem winy.

A ci inni, których spotkało niezasłużone cierpienie, którzy nie czekają na nagrodę, lecz tęsknią za wytchnieniem, za spokojem ? Dla nich jest ten opowiedziany w finale mostek nad strumieniem, jako nośnik funkcji spełnianej przez literaturę ‒ w tym poezję ‒ w świecie przeżyć duchowych współczesnego człowieka.

Przedstawiona w powieści rzeczywistość sowiecka lat stalinowskich jawi się tutaj jako nie-rzeczywistość, rzeczywistość ‘na opak’, postawiona na głowie, paranoidalna, groteskowa i błazeńska pod śmiertelnie poważnymi maskami przypominającąca psychotyczny koszmar, przepojona podskórnym lękiem ‒ w kategoriach archaicznego myślenia szamańskiego to rzeczywistość infernalna, typowa dla Tamtego Świata. Poruszający się w niej ludzie przypominają pogrążonych w głębokim hipnotycznym śnie, z którego budzi ich dopiero przybycie Szatana i jego demonicznej świty. Mała pociecha, że jakby to wynikało z opowieści Mistrza o Piłacie ‒ tak bywało już i dawniej.

Paradoksalnie, to właśnie Szatan-Woland, mistrz czarnej magii’ i jego asysta ‒ zaczynają tu reprezentować trzeźwą normalność, demaskują świat pozorów i mistyfikacji, budzą niektórych ze snu … co poddani przymusowemu przebudzeniu delikwenci witają z niekłamanym przerażeniem, w konsekwencji prosząc dobrowolnie czerwonych oprawców z NKWD o uwięzienie w izolowanych celach [!].

Tylko dwoje samorzutnie przebudzonych już wcześniej ‒ Mistrz i Małgorzata ‒ odnajduje w tym szansę na coś pięknego i autentycznego, na miłość silniejszą niż śmierć.

Ta sowiecka rzeczywistość Moskwy lat 30tych X wieku ma swój odpowiednik w Zaświatach, dokąd udają się Mistrz i Małgorzata ‒ w przeznaczonym im ‘wieczystym domu’. Ale jakże różnym od paranoicznej stalinowskiej Moskwy. Miejsce w sam raz dla dwojga ‒ w końcu ‘normalne’, o ile można je tak nazwać, pozbawione złowrogiej aury lęku, zagrożenia, nieufności. Miejsce, w którym jest miejsce na piękno i miłość, i na to wszystko, czego człowiek naprawdę potrzebuje ‒ tak skromnie i tak niewiele.

I ten to ‘zaświat’ jest prawdziwszy, bardziej ludzki, autentyczniejszy.

Taki właśnie wymarzony zaświat powstał w duszy umierającego pisarza. I znajduje on rezonans także w naszych duszach czytelników. Tam jest miejsce także na naszą wymarzoną w głębi duszy rzeczywistość ‒ prawdziwszą, zdrowszą, bardziej godną człowieka niż ten koszmarowaty ‘real’, znany z codziennego życia.

Aby tam się dostać, aby zostawić za sobą całe zło, gorycz i ból, wystarczy przebyć ‒ gdzieś tam w głębi duszy ‒ niepozorny mostek, i już tam jesteśmy.

Ten mostek, i ten inny świat za nim stwarza czarodziejska sztuka słowa, poezja ‒ w takim znaczeniu jakie nadawali jej starożytni Grecy: poiesis czyli ‘tworzenie’.

Poprzez jej magiczne działanie możemy się tam znaleźć. Może tylko trzeba pamiętać, aby wchodzić tam z szacunkiem ‒ boso, nie ‘z butami’; może i w pełnej nagości, bez tych wszelkich osłon i masek, za którymi kryjemy się na co dzień przed innymi, przed światem, przed sobą ‒ uczciwie pokazując się i widząc siebie takimi, jakimi jesteśmy naprawdę.

Tylko wtedy możemy prawdziwie przeżyć pod magicznym działaniem twórczego słowa katharsis, oczyszczenie duszy.

I to jest może najważniejszy most poezji.

Mirosław Grudzień

11 wyświetlenia

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

© 2020 by Malgorzata Zurecka, Mirosław Grudzień. Created with Wix.com            COPYRIGHT©2020 POETRY BRIDGES

  • Malgorzata Zurecka
  • Miroslaw Grudzien